A A A
  • Minimiki wydziera sobie wygraną w Best in Show
    Minimiki wydziera sobie wygraną w Best in Show

Tak, wszystko, co kiedykolwiek przeczytaliście o syjamach…

... jest prawdą.

 

 

Te koty są głośne, rozwydrzone, zdeprawowane, z zafiksowanym poczuciem, że świat wziął swój początek z ich „Ja chcę. JA MUSZĘ!”. Gdyby ktoś wrzucił do jednego worka wszystkich upierdliwców, syjamy zajęłyby w nim jakąś jedną/czwartą część, zaraz obok akwizytorów, reklamodawców i kilku elektrodowych gwiazdek przestrzeni publicznej.

 

Ich aktywność psychoruchowa dawno już przekroczyła próg znośności, przeistaczając te istoty w podsufitowo-fruwających maniaków, wiecznie nienażartych, wiecznie gdzieś spierniczającyh, wiecznie rozgadanych.

 

Rozgadanych… Taaa… przepraszam, to z rozmarzenia…

 

Tu trzeba sobie raczej wyobrazić sobotniego poimprezowicza, któremu procenty skrzeczą już w żyłach. Uwaga: podróż samochodem w towarzystwie takiego stwora jest wysoce niebezpieczna, ponieważ natężenie głosu wzrasta proporcjonalnie do hałasu silnika, a zatem gdy pragniemy przyspieszyć męczarnie i dodajemy gazu, kot syjamski znajduje w sobie nieodkryte dotąd pokłady ciśnienia akustycznego.

 

(Dlatego też do katalogu sposobów podróżowania kota dokonanego przez Pratchetta – „koty podróżują: 1. w pudełku, 2. w stanie stuporu” – dodaję jeszcze: 3. w stanie zagłuszania kogutów policyjnych.)

 

Koty syjamskie nie mogą „jakoś tak normalnie”. Tak normalnie biegać po trawce – lecz muszą nóżki ze szczęścia zarzucać ponad uszy, muszą się wić tak, że masz wrażenie, że każda część ciała ledwo trzyma się na jakichś niewidzialnych niteczkach. Tak normalnie usiedzieć u weterynarza – lecz muszą spierniczyć z termometrem w dupci i zrobić kilka okrążeń po lecznicy (nie ze strachu – z nudy!). Tak normalnie jeść – dobrze, że ściany jednak gdzieś się kończą, inaczej jedzenie lądowałoby w sąsiedniej wiosce, a Tośka i Ania gdyby miały możliwość, to w jedzeniu by się tarzały i anioły uskrzydlały jak na śniegu.

 

Te koty nie są zdrowe. Znaczna część osobników cierpi na owsikozę, na którą jeszcze nie wynaleziono lekarstwa. Jedynym ratunkiem byłby tu jakiś międzyrasowy outcross.

 

Koty syjamskie? O! Pardon! Ten czarny PR odnosi się także do kotów orientalnych, które w niczym nie ustępują swoim rozkrzeczanym/rozkrzaczastym braciom.

 

No dobrze, zakończmy czymś optymistycznym, bo gdy w nocy dorwą się do bloga i przeczytają moje myśli, to skończy się zabawa: syjamy mają takie zgrabne, estetyczne dupki. Nie świeci im się pod ogonem taki pyzaty księżyc w pełni…